Pantofelki Matki Boskiej na polskich (przy)drogach

Wrażenie barw i szumów i bezdennych światów,
Zmieszane w jedność, niby w stworzenia pradobie,
Oddziela się ode mnie, jako woń od kwiatów,
I trwa już ponade mną – i już samo w sobie!

Bolesław Leśmian,”Łąka”

W zeszły piątek udało mi się wreszcie znaleźć chłopa z ciągnikiem i późno, bo późno, ale skosił mi łąki. A dzisiaj, w ten ostatni dzień lata, przypomniało mi się, że gdzieś w połowie lipca wybrałam się na książenicką łąkę, bo pozazdrościłam sąsiedniej wsi dzikiej marchwi, która u mnie z jakiegoś dziwnego powodu nie rośnie. Chciałam sobie zerwać bukiet, nazbierać nasion i przy okazji zrobić parę zdjęć. Nazwa dzika marchew może nie brzmi zbyt romantycznie, ale ja mam do tej roślinki jakąś słabość. Do tego stopnia, że tak sobie myślę, iż gdybym w lipcu miała brać ślub (pewnie już w następnym życiu…) to nie inny bukiet, lecz z tej właśnie marchwi najchętniej do ołtarza bym poniosła.

Kremowe kuliste baldachy złożone są z setek delikatnych kwiateczków, a w każdym jednym baldachu niespodzianka-tajemnica, którą nie każdy zauważy.  Bo na pierwszy rzut oka dzika marchew jest biało-kremowa. I trzeba się dobrze przyjrzeć, by zobaczyć, że dokładnie w środku, w samym centrum kremowej parasolki jest malutka, prawie mikroskopijna, ciemno bordowa kropka.

A gdy kwiatostany są przekwitnięte, to wraz z dojrzewającymi nasionami zwijają są do wewnątrz tworząc w ten sposób coś na kształt gniazdka, od którego dzika marchew zwana jest również ptasim gniazdem. Więc wkroczyłam pewnego popołudnia w tę rzeczoną łąkę, by po paru minutach dosłownie usiąść sobie z wrażenia.  I z zażenowania. Bo przyszłam po marchew, a tutaj wokoło mnie jak okiem sięgnąć rozpościerała się gęstwina poprzeplatanych roślinnych drobiazgów we wszystkich odcieniach tęczy.  Siedziałam i patrzyłam i w większości nie wiedziałam na co patrzę. Rozpoznałam oczywiście chabry, wrotycz i rumianek.

I dziurawiec i szczaw i wykę.

Ale sporej ilości nie. I poczułam się jak nieprzygotowana uczennica wywołana przez panią nauczycielkę Naturę do tablicy.  Jedyne co mogłam zrobić to zdjęcia, co też uczyniłam.  Po czym wróciłam do domu i odrobiłam lekcję. I teraz już wiem co rosło wokół mnie.  Wiele nazw było nowych jak przymiotno, lepnica rozdęta, cieciorka pstra.

Przy wielu nazwach botanicznych były dodane określenia „ludowe”, lub też charakteryzujące przymioty danej rośliny.  Farbownik, bo dawniej otrzymywano z niego czerwony barwnik alkaninę, której używano do barwienia na różowo tłuszczów oraz napojów alkoholowych.

Glistnik, cykoria podróżnik, przypołudnik, żmijowiec, lepnica, mydlnica.  Każda nazwa nie bez kozery. Najbardziej spodobała mi się ludowa nazwa na lnicę pospolitą: „Pantofelki Matki Boskiej”.

Przy lnicy (którą kilka tygodni później odkryłam z radością i na moim gumnie) doczytałam się, że Anglicy mają ponad dwadzieścia ludowych określeń na tę roślinkę, między innymi „Butter and eggs”, czyli jajka na maśle. Całkiem smacznie. Ale też kolorystyka roślinki jest rzeczywiście bardzo jajeczna 🙂

Natomiast cykoria podróżnik i przypołudnik zaprowadziły mnie na teren jeszcze bardziej nieznany.  Nie wiedziałam bowiem o istnieniu zegarów kwiatowych. Owszem, wiedziałam, że pewne kwiaty zamykają się w pochmurne dni, że maciejka pachnie dopiero wieczorem, że cykoria podróżnik też ma swoje preferencje czasowe i że lubi „podróżować” na poboczach dróg.  Ale żeby bez zegarka, tylko patrząc na kwiaty wiedzieć, która jest godzina? A tutaj okazuje się, że kwiaty w ogrodzie i na łące potrafią nie tylko pysznić się swoim wyglądem i barwami, ale poprzez fakt, że otwierają się o różnych godzinach powiedzą nam dokładnie, jaka jest pora dnia, a nawet poinformują o zmianach pogodowych.

Na początku XVIII wieku szwedzki przyrodnik Karol Linneusz zauważył, że kwiaty muszą mieć swój własny rytm biologiczny, ponieważ otwierają i zamykają swoje kielichy o bardzo różnych porach. Maki, na przykład, rozkwitają wczesnym rankiem, a wiesiołek woli rozkwitać dopiero wieczorem. Dlaczego natura jest tak urządzona, że nie wszystkie kwiaty rozkwitają wraz z pierwszymi promieniami słońca? Odpowiedź jest bardzo prosta:  różne pory rozkwitania kwiatów zapewniają owadom całodobowy dostęp do pyłków i nektaru.  W oparciu o tę wiedzę w roku 1745 Karol Linneusz posadził pierwszy zegar kwiatowy w Ogrodzie Botanicznym w szwedzkiej Uppsali. Stworzył on okrągłą rabatę kwiatową podzieloną na 12 części. Każda część zegara kwiatowego odpowiadała dokładnie godzinie dnia i wypełniona była roślinami w taki sposób, by kwiaty otwierały się lub zamykały właśnie o tej porze dnia. Przypuszcza się, że Linneusz wykorzystywał swój zegar do oznaczania godziny z dokładnością do pięciu minut.

Jeżeli ktoś chciałby sprawić sobie taki nietuzinkowy kwiatowy akcent w ogrodzie, oto kilka czasów otwarcia i zamknięcia niektórych gatunków kwiatów:

Czasy otwierania kwiatów:

5:00 : Mak
6:00 : Powoje
7:00 : Podbiał pospolity
8:00 : Pierwiosnek lekarski
9:00 : Stokrotka
10:00 : Szczaw zwyczajny
11:00 : Mlecz zwyczajny (uwaga – nie mniszek!)
12:00 : Delosperma czyli przypołudnik lub słonecznica
16:00 : Dziwaczek jalapa
20:00: Wiesiołek

Czasy zamykania kwiatów:

14:00 : Cykoria podróżnik
15:00 : Dynia
16:00 : Podbiał pospolity
16:00 : Szczaw zwyczajny
17:00 : Lilia wodna
18:00 : Mak
21:00 : Pierwiosnek lekarski

Oczywiście podane czasy otwierania i zamykania się kwiatów mogą się nieco różnić, ponieważ rośliny dostosowują się do klimatu danego regionu, położenia słońca w danej szerokości geograficznej oraz do proporcji ilości światła dziennego do nocy. Najlepiej zatem obserwować czasy otwierania się i zamykania kwiatów w swoim otoczeniu, co pozwoli na stworzenie własnego, indywidualnego zegara kwiatowego, dostosowanego do miejsca naszego zamieszkania. I choć dzisiaj zegary kwiatowe traktowane są bardziej jako ciekawostka przyrodnicza i zwracający uwagę ornament – bo to raczej telefon informuje nas o tym, która jest godzina –  okresy kwitnienia poszczególnych kwiatów mogą nadal okazać się przydatne, na przykład kiedy pracujemy w ogródku. Jedno spojrzenie na kozibród łąkowy powie nam, że zbliża się pora lunchu. Kwiaty pokażą też czy tego dnia wymagają podlewania. Jeżeli nagietek o siódmej rano jeszcze nie rozwinął płatków, tego dnia nie ma co liczyć na ładną pogodę. A jeżeli całkowicie się zamyka to prawdopodobnie zanosi się na burzę i lepiej szybko pozbierać porozrzucane po ogrodzie narzędzia.  Ciepłej i kolorowej jesieni życzę 🙂

 

Komentarzy do Pantofelki Matki Boskiej na polskich (przy)drogach: 1

  • Małgorzata Baranowska  napisał:

    Moja Kochana DZIEDZICZKO! uwielbiam Twoje pasje, Twoją dociekliwość i lekkość pisania, tak cudownie wprowadzasz w swój świat, przekazujesz tyle wiedzy. Od dzisiaj zdecydowanie z większym szacunkiem i z większą lekkością będę stąpała po łąkach. Ależ to bogactwo dobra wszelakiego i faktycznie niektóre nazwy roślinek zachwycające <3 :). Pozdrawiam serdecznie i ściskam, odezwę się niebawem, jak trochę dojdę do siebie. Fotografie jak zawsze CUDOWNE, pięknie widzisz świat <3

Zostaw odpowiedź.

Możesz używać następujących znaczników HTML i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>