Częstochowski ogrodnik, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

Gdzieś początkiem listopada skontaktował się ze mną p. Rafał Bryll, reżyser, z prośbą o spotkanie i rozmowę na temat możliwości nakręcenia filmu, w którym dwór radoński i jego pewni mieszkańcy z okresu II wojny światowej byliby głównymi bohaterami. Bardzo mnie ucieszyła ta propozycja, z całego serca jej przyklasnęłam i oczywiście obiecałam podzielić się wszelkimi dokumentami, jakimi na ten temat dysponuję.  Historia majątku radońskiego to niezwykle bogata historia.  Wiele jej kart dane mi było odkryć, choć pewnie jeszcze wiele do odkrycia pozostało. Ale jedną z jej piękniejszych historii jest historia młodego, ledwie 16-to letniego chłopca, który ratuje miłość swojego życia i swoją przyszłą żonę – nastoletnią Krysię Geislerową – z częstochowskiego getta.  Bogdan Jastrzębski, wówczas gimnazjalista, porywa ją z grupy żydowskich dziewcząt konwojowanych z getta do pracy w fabryce zbrojeniowej Hasag, po czym w różnych miastach, u znajomych i rodziny, ukrywa przez wiele miesięcy.

Pierwszy raz zobaczył Krysię w 1940 roku, co opisuje w swojej książce „Opowieści rodzinne”, którą przesłał mi kilka lat temu w prezencie:

„… zostałem urzeczony jej głosem, spojrzeniem ciemnych, ogromnych oczu nad jaskółczymi brwiami, bielą równych zębów. A mówiąc krótko, wszystko mi się w niej podobało.”  Kilka dni później jadą na pierwszą wspólną wycieczkę rowerem Bogdana. „Wiozłem ją na ramie dróżkami, potem jedliśmy na nadwarciańskich łąkach zabrane z domu kanapki i Boże Wielki, jaki ja tego dnia byłem szczęśliwy.  I nie miał tu najmniejszego znaczenia fakt, że moja Krysia była Żydówką.”

W przedwojennej Częstochowie co piąty mieszkaniec był Żydem. W 1939 r. żyło ich tu ponad 28 tys. W październiku 1939 r. hitlerowcy zaczęli ściągać do miasta transporty Żydów z Płocka, Łodzi, nawet Berlina, by 9 kwietnia 1941 r. utworzyć getto obejmujące wschodnią część centrum miasta. Rok później na obszarze niespełna kilometra kwadratowego żyło już 50 tys. Żydów. „Rodzinie Krysi przypadła jedna izba w ciasnym mieszkaniu. Pomagałem przewozić część mebli w tamto miejsce”.

Zakochani w sobie młodzi nie mogli żyć bez siebie, więc spotykali się nadal. Krysia – mimo ogromnego ryzyka – czasem zdejmowała z ramienia opaskę z gwiazdą Dawida i szła na spotkanie z Bogdanem. Jemu – jako Aryjczykowi – wolno było wchodzić na teren getta, więc odwiedzał ją nawet kilka razy w tygodniu.

22 września 1942 roku Niemcy zaczęli likwidację częstochowskiego getta. Rano zaczęła się selekcja. Mieszkańcy getta maszerowali przed obliczem dowodzącego akcją kapitana policji Paula Degenhardta, a on szpicrutą wskazywał: na prawo, na lewo. „Zdrowi, młodzi, zdolni do pracy mieli szansę przeźyć i tych kierowano do transportu.  Starzy i chorzy byli na miejscu rozstrzeliwani. W tym piekle była moja Krysia, zagubiona, przestraszona i potwornie samotna.  Rozdzielili ją przecież z rodzicami.” W sześciu transportach –  pierwszy wyruszył w południe 22 września – wywieziono do Treblinki w sumie ok. 40 tys. Żydów.

Nigdy nie udało się dowiedzieć, jaki los spotkał mamę Krysi, panią Felicję. Była chora, więc możliwe, że Niemcy od razu ją rozstrzelali. „Ona chyba czuła, że nie przeżyje” – wspomina Bogdan Jastrzębski. „Jakiś tydzień wcześniej przekradła się z getta do mojego domu. Słyszałem jej rozmowę z mamą. Błagała o ratunek dla Krysi. Powtarzała: Oni tak się z Bogdanem kochają, niech ją pani ratuje! Niech pani obieca, że ją ocali! Obiecała.”

Krysia znalazła się w jednym z obozów pracy i gdy tylko mogła, słała przez znajomą wiadomości do Bogdana. Że żyje, ale boi się, co ją czeka. Że wciąż jest w tym samym obozie, ale praca, do której ją prowadzą co rano, jest ponad jej siły. Że z każdym dniem czuje się słabsza. „Gdy wszystko do jej ucieczki było przygotowane, przesłałem jej wiadomość, kiedy będę czekał za drutami obozu”. Czekał z mamą. Krysi udało się do nich przedostać. „Gdy wreszcie zobaczyliśmy jej cień biegnący w naszym kierunku, usłyszeliśmy równocześnie czyjś krzyk: Stój, bo będę strzelał!” I wtedy w ciemności wyrósł przed nimi strażnik z karabinem. „Do dziś nie rozumiem, dlaczego zamiast strzelać, na Krysię wrzasnął, że ma natychmiast wracać do obozu, a nam kazał uciekać.”

Minęło kilka tygodni, zanim pojawiła się kolejna szansa uwolnienia Krysi. Bogdan dowiedział się, że dziewczęta z tamtego obozu będą prowadzone w inną część miasta. Miały przechodzić koło domu, w którym mieszkali przyjaciele Geislerów. Bogdan zorganizował kilku kolegów, z którymi czekał pod domem. „Zrobiliśmy trochę zamieszania, żeby odwrócić uwagę eskorty. Krysia wysunęła się z szeregu, weszła do bramy, z bramy na piętro.” Tam przy drzwiach już czekała znajoma, żeby ją ukryć w służbówce. Po kilkunastu godzinach mama Bogdana znalazła dla Krysi kryjówkę na strychu u znajomej. „Szliśmy ostrożnie.  Ona szczelnie otulona szalikiem, poruszała się z trudem na swoich obolałych nogach, ja kroczyłem jakieś pięć metrów przodem, wskazując drogę. Szliśmy tak przez ulice europejskiego, cywilizowanego miasta jak dwoje zaszczutych i śmiertelnie zastraszonych zwierząt.” W nowej kryjówce nie mogła zostać zbyt długo, bo zaczynały się pierwsze mrozy i mama Bogdana zdecydowała, żeby Krysię przetransportować do Warszawy.  Tam, w mieszkaniu Bogdana kuzynów miało miejsce niezwykłe spotkanie z jej ojcem, Arnoldem Geislerem.  „Bardzo przeżyli to spotkanie.  Tak jak wszyscy ludzie, którzy mają wrażenie, że wrócili z tamtego świata.”  Ukrywali się razem przez kilka miesięcy, ale w stolicy robiło się coraz niebezpieczniej. „Moja kuzynka miała znajomych w majątku koło Podkowy Leśnej i przeniosła tam Krysię”. Ten majątek to oczywiście Radonie, miejsce gdzie przez dwa i pół roku nastoletnia dziewczyna bezpiecznie doczekała końca wojny, otoczona troską i traktowana jak członek rodziny przez Jana i Marię Chrzanowskich.  Krysia miała tutaj swój pokoik na tzw. przygórku i dni spędzała z Janką i Stefankiem jako ich guwernantka.

Bogdan i Krystyna pobrali się w 1951 roku. „To co nas łączyło było autentyczne.  Zawsze trzymaliśmy się za ręce. Lubiliśmy być blisko.  To jest ważne. Dotyk. Mówi dużo. Nie wiem, czy nie więcej niż „Kocham cię”.

Krysia zmarła na udar mózgu w 2001 roku. Za uratowanie jej życia w imieniu nieżyjącej już mamy i własnym Bogdan Jastrzębski odebrał w 1993 r. medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” przyznawany przez izraelski instytut Yad Vashem za ratowanie Żydów podczas II wojny światowej. I tak sobie myślę, że taki sam medal z pewnością należy się Marii i Janowi Chrzanowskim.

Mam przed sobą wywiad Ani Kamińskiej z p. Bogdanem, z którego pochodzi znaczna część cytatów, mam przed oczami wizytę p. Bogdana z rodziną w Radoniach we wrześniu 2015 roku – rozmowę z nim nagrałam na dyktafonie;

mam w pamięci niedawny telefon of p. Brylla, który z radością w głosie poinformował mnie, że udało mu się przeprowadzić wywiad z p. Bogdanem, i że jak tylko zgromadzi fundusze to zaraz rusza z produkcją filmu. Dzisiaj, po mszy w klasztorku ss. Dominikanek, dowiedziałam się, że p. Bogdan Jastrzębski zmarł w dzień Bożego Narodzenia. Dołączył do swojej ukochanej Krysi…

P.S. Maria Jastrzębska, mama Bogdana, zmarła 25 grudnia 1969 roku. Bogdan odszedł dokładnie 50 lat po niej….

Komentarzy do Częstochowski ogrodnik, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata: 4

  • Adam  napisał:

    Beatko dziękuję za to kolejne z nami podzielenie. Piekna i dramatyczna historia z dobrym zakończeniem. Oni oboje są już razem i pewnie spacerują po niebieskich łąkach ze śp Chrzanowskimi. Tylu ludziom pomagali po warszawskich powstaniach i tylu uratowali. Masz racje, to zwyczajnie święci i przyzwoici ludzie. Mam nadzieję że kiedys wszyscy razem spotkamy sie po drugiej stronie na długie Polaków rozmowy, trochę jak tolkienowska drużyna pierscienia przy hobbickim kominku. A tymczasem robmy swoje…

  • Małgorzata Baranowska  napisał:

    Beatko, nadal łzy płyną mi po policzkach, to „kawał” naszej trudnej historii i choć tylko jej ułamek nigdy nie wolno nam o niej zapomnieć! Losy tych dwojga tak tragiczne, jak piękne, niesamowicie wzruszające. Już są razem i spoczywają w pokoju. To powinna być lektura obowiązkowa dla młodych pokoleń. Dla Ciebie gotowy. kolejny rozdział Twojej książki. Proszę naszykuj mi w swoim ukochanym pokoju książkę Pana Jastrzębskiego, bardzo chętnie przeczytam. Dziękuję Ci za wzruszenia, mocno przytulam <3

  • Adam Ś  napisał:

    poruszająca i piękna w swoim początkowym tragizmie opowieść, z jak wspaniałym i szczęśliwym zakończeniem. Taki był tez dwór w Radoniach, gdzie indziej niż u Chrzanowskich, Krysia doczekałaby tak szczęśliwego zakończenia wojny…
    Tylko, ja nie mogę się doczekać zdobycia książki o Dworze w Radoniach, chłonąłem z niej te ziemiańskie klimaty, jak trawa chłonie wodę. Czytając ją, czułem się jak w domu…, potrzebuję tej książki dla powtórnego przeżycia sielskiego uniesienia i resetu jaki daje jej czytanie.
    Pozdrawiam Radonie Noworocznie.

  • Gabriela  napisał:

    Dzień dobry Pani Beato!
    To wzruszająca historia. Tragiczne losy tysięcy ludzi. Jednak dla Krysi i Bogdana ze szczęśliwym zakończeniem, dzięki wielkiej odwadze obcych ludzi.
    Takie historie powinny być lekturą w każdym domu. Aby nigdy nie zapomnieć!!!!
    Dziękuję, że Pani o tym pisze.
    Historię Dworu w Radoniach śledzę od jakiegoś czasu a to za sprawą fotografii Sebastiana Luczywo.
    Z serdecznym pozdrowieniem
    Gabriela Kokoschka

Zostaw odpowiedź.

Możesz używać następujących znaczników HTML i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>