Kategoria Aktualne

Kwadratura gwoździa czyli myśli niespójne

Minął styczeń, miesiąc na styku starego i nowego roku.  W języku angielskim to January, nazwa pochodząca od imienia rzymskiego boga Janusa, który zazwyczaj był przedstawiany z dwoma twarzami, jedną patrzącą w przeszłość, drugą w przyszłość.

Czyli można by powiedzieć, że jest pewien związek z naszą polską nazwą miesiąca „na styku”, choć nie tyle etymologiczny lecz raczej obrazowy...

Czytaj więcej

Rozmowy przy choince

Mądrość ponoć przychodzi z wiekiem.  I też ponoć człowiek może się codziennie czegoś nowego nauczyć.  W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia gościłam w Radoniach – jak co roku – całą moją rodzinę z Goczałkowic.  I jak za każdym razem gdy spotykam się z moją Matulą to po Jej wyjeździe jestem o jakąś drobną część Jej ogromnej wiedzy i mądrości bogatsza. Rozmawiałyśmy między innymi o moich wpisach blogowych i marudziłam, że w okresie zimowym niewiele mam tematów do rozwinięcia...

Czytaj więcej

Czwarta odsłona kiermaszu

W porównaniu z innymi dworami dwór radoński jest wielkim budynkiem.  Ale kiedy przychodzi zorganizować doroczny kiermasz bożonarodzeniowy okazuje się, że nawet i te wielgachne przestrzenie są za małe, by wszystkich chętnych pomieścić.  Mówię tutaj o wystawcach, którzy do ostatniej chwili dzwonili do mnie z pytaniem czy są jeszcze wolne miejsca...

Czytaj więcej

Wszystkie kolory tęczy

Fotografie to kęsy czasu, które można wziąć do rękiAngela Carter

Piękna wiosna i piękne ciepłe lato zapracowały na jedną z piękniejszych kolorystycznie jesieni.  Mieszkam w Radoniach już trzynasty rok i tak niesamowicie bogato wybarwionego babiego lata nie pamiętam.  Więc oczywiście od kilku tygodni codziennie cmykam z aparatem do parku i rejestruję zachodzące w nim zmiany. Najbardziej lubię poranki i późne popołudnia.  Dwa różne światła, inne cienie, inne efekty...

Czytaj więcej

Mania zbierania

Gdy w 1990 roku przeprowadziliśmy się do Komorowa i zaczęłam prace porządkowe w zarośniętym chwastami ogrodzie, co i rusz napotykałam się na niewielkie buteleczki.  Podobne znalazłam w kieszeniach strychowych prowadzących od lukarn.  Sprawdzając księgi wieczyste dowiedziałam się, że pierwszymi właścicielami tego drewnianego, wzorowanego na dworek domku z 1936 roku byli lekarze.

No i pewnie stąd te buteleczki...

Czytaj więcej

Rajskie frukta

Jak tylko sięgam pamięcią wstecz to od zawsze moim ulubionym owocem były jabłka.  Jako nastolatka uwielbiająca czytać siadałam w każdej wolnej chwili w bujanym fotelu stojącym przy oknie salonu mojego goczałkowickiego domu ze sporym zapasem jabłek i książką.  Chrupiąc jabłuszka czytałam, a na parapecie stopniowo powiększał się rząd ogryzków. W Goczałkowicach mieliśmy ćwierć hektarowy ogród zasadzony przez mojego dziadziusia Janusza Bernharda...

Czytaj więcej

Domus Polonorum i dwory powiatu włoszczowskiego

Od 2003 roku należymy do Stowarzyszenia Domus Polonorum, prywatnej organizacji zrzeszającej miłośników dziedzictwa narodowego, której celem jest opieka nad zabytkami kultury ziemiańskiej znajdującymi się w posiadaniu prywatnych właścicieli, a także propagowanie tradycji dworu szlacheckiego i otaczającego go krajobrazu kulturowego. Kilka razy do roku spotykamy się w różnych częściach Polski i odwiedzamy zachowane, odrestaurowane, bądź w jeszcze trakcie odbudowy dwory...

Czytaj więcej

Piję, więc jestem…

Ta dowcipna trawestacja stwierdzenia „Cogito ergo sum” (łac. „Myślę, więc jestem”) – zdania będącego konkluzją wywodu, w którym Kartezjusz poszukuje niepowątpiewalnych podstaw wiedzy jest tytułem książki naszego przyjaciela Rogera Scrutona: „I drink, therefore I am”.

_DSC4585

Polecam wszystkim miłośnikom wina i filozofii, jest już przetłumaczona na język polski. Roger jest  – tak jak i dziesiątki jego książek – wybitny pod każdym względem...

Czytaj więcej

Moi bracia mniejsi (i siostry też)

Koty były pierwsze w moim życiu, a najsampierwszy był kocur Kuba. Gdy dożył sędziwego wieku i został pochowany pod cyprysikami w goczałkowickim ogrodzie, szybko pojawiły się następne.  Znosiłam je po prostu do domu, zabłąkane, a moja Matula w swojej wielkiej dobroci nigdy nie protestowała. W Radoniach natomiast koty pojawiły się w drugiej kolejności.  Pierwszy był Milut, jamnik, co wszystkie inne jamniki przerastał.

DSC_5928

Chował się z nami od szczeniaczka, kiedy to przywiozłam g...

Czytaj więcej

Piec piecowi nierówny

Za oknem od tygodnia świeci słońce, temperatura dobrze ponad 20 stopni, ja mam ręce w chwastach po kilka godzin dziennie i tak sobie myślę, że sezon grzewczy się chyba na dobre zakończył.  A jednak chciałabym się podzielić jedną marcową historią sprzed tego miłego wiosennego ciepełka. Gdy pisałam „Historię Janeczki” w niektórych fragmentach byłam zdana jedynie na własną wyobraźnię, bo przyznaję, że nie do wszystkich przedstawionych sytuacji posiadałam stosowne informacje...

Czytaj więcej