Kategoria Aktualne

Nokturn jesienny

Ostatnie dni lata i od razu słota. Leje i wieje.  Gdy poszłam zamknąć kury na noc, to aż mi się ich żal zrobiło. Jakieś takie kostropate, pióra pozlepiane od wilgoci, cała ich puszystość znikła bez śladu, jakby im połowa ciała ubyła.   Wyglądają jak własna karykatura naszkicowana naprędce ostrym ołówkiem.  Kogut na mój widok próbuje stroszyć pióra i otrząsać się z deszczu, ale widzę, że i jemu brakuje zwykłego animuszu...

Czytaj więcej

Autokar pełen gości

W dniach 2 i 3 września odbył się III Zjazd Rodziny Chrzanowskich.  Jest to piękna inicjatywa i wieloletnia już tradycja, której bardzo tej Rodzinie zazdroszczę. Wszyscy spokrewnieni i skoligaceni z tą liczną Rodziną zjeżdżają się co dwa lata nie tylko z całej Polski, ale i z najdalszych zakątków świata, by przez te dwa dni pobyć razem ze sobą. Plan tych spotkań jest zawsze dokładnie przemyślany i przygotowany na wiele miesięcy wprzód, tak by każdy mógł znaleźć dla siebie coś interesującego...

Czytaj więcej

Cichociemni powracają nocą

Gdy zbliża się data 1 sierpnia, a wraz z nią kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, w kontekście historii dworu radońskiego myślę o dwóch wydarzeniach.  Pierwsze to oczywiście wspomnienie o warszawskich uchodźcach, którym pp. Chrzanowscy udzielali schronienia w swoim majątku. Około 30 osób mieszkało w dworze, kolejne 50 w tzw. fabryce marmolady. Niektórzy goście, jak np. malarz Bernard Tadeusz Frydrysiak, zostali w Radoniach aż do końca, czyli do 15 września 1945 roku, kiedy to pp...

Czytaj więcej

Żywiołowy park

resize_resize_DSC_8854

Z tym wpisem – szczerze mówiąc – wolałabym się z Wami nie dzielić. Mieszkam w Radoniach już 12 lat i zawsze jakoś sobie radziłam z wyzwaniami i problemami, które stawiały przede mną dwór i park. Natomiast dwa dni temu po raz pierwszy byłam zupełnie bezradna i mogłam jedynie patrzeć, pełna trwogi i niemocy, jak na moich oczach dokonuje się destrukcja tego co trwało niezmiennie od ponad dwustu lat. Cezary Wodziński w „Przechadzkach po ogrodach” stwierdza: „Jeśli zawierzy...

Czytaj więcej

Made in Radonie: piwo, marmelada i ocet

Dawne majątki ziemskie, zwane również dobrami, a rzadziej folwarkami, były tak naprawdę rolno lub rolno-przemysłowymi przedsiębiorstwami o dużej powierzchni, z reguły powyżej 50 ha gruntów ornych. Majątki te były, bo i musiały być, samowystarczalne.  Nie było potrzeby kupowania żywności, może poza mąką czy kaszami. Bo tak jak opisuje to Janeczka, na stół pp. Chrzanowskich trafiało wszystko to co urosło w ogrodzie, oborze czy jednym z dwudziestu stawów hodowlanych...

Czytaj więcej

Prawie jak rodzina

Gdy czytam historie innych dworów dochodzę do wniosku, że dwór radoński pod jednym względem jest dość nietypowy.  Zazwyczaj majątki ziemskie przez całe generacje pozostawały w rękach jednej i tej samej rodziny i rzadko były wystawiane na sprzedaż.  Natomiast Radonie zmieniały właścicieli aż kilkanaście razy i (jeżeli dobrze policzyłam nazwiska w księdze wieczystej) my jesteśmy obecnie ich siedemnastymi właścicielami...

Czytaj więcej

Pastelowy Frydrysiak

Dwór w Radoniach, tak jak większość majątków ziemskich na zachód od Warszawy, po sierpniu 1944 roku dawał schronienie wielu uchodźcom uciekającym z płonącej stolicy. Tysiące bezdomnych warszawiaków szukały dachu nad głową i nie było dnia, by ktoś nie prosił o nocleg i posiłek. W samym dworze mieszkało wtedy i otrzymywało całodzienne wyżywienie około trzydziestu osób, przeważnie krewni i znajomi pp. Chrzanowskich. Dwa razy tyle osób było ulokowanych w tzw...

Czytaj więcej

Wirtualny spacer

Próbowałam ostatnio policzyć ile to spacerów po moich włościach wykonałam od kiedy po raz pierwszy, w 2000 roku, przekroczyłam bramę wjazdową parku w Radoniach.  I doliczyłam się około pięciu tysięcy.  Pamiętam, że pierwsze spacery, choć  trudno je nazwać spacerami (raczej były to mozolne przedzierania się poprzez gęste zarośla) potrafiły trwać ponad 40 minut, bo park był wtedy w równie katastrofalnym stanie co dwór. Dzisiaj idę już bez wysiłku i znacznie krócej i mam swoją ulubioną trasę...

Czytaj więcej

Radoński ostaniec

Kiedy po raz pierwszy byłam „przy nadziei”,  jak każda przyszła mama rozważałam różne imiona, w tym i dla dziewczynki, bo oczywiście nie wiedziałam wtedy, że w ciągu niecałych 5 lat urodzi mi się trójka synów.  I spośród wszystkich żeńskich imion moją największą słabość wzbudzała zawsze Dobrawa, a zdrobniale Dąbrówka lub Dobrachna.  W tym staropolskim imieniu było coś bardzo pozytywnego, bo był w nim wyraz i „dobra” i „dąb”...

Czytaj więcej

Grynszpan i pistacja: kolory przedwiośnia

Wczoraj na chwilę zaświeciło słońce i poszłam na spacer po parku w nadziei, że może zobaczę już jakieś oznaki wiosny, jakieś pierwsze żywsze kolory.  Niestety, poza czerwonawymi kępkami pierwszych liści sorbarii jarzębolistnej wszystko jeszcze było bure i nieciekawe.  Ale idąc dalej mój wzrok zaczęły przyciągać pewne plamy, i to mocno intensywne na tle tej wszechobecnej post-zimowej szarości...

Czytaj więcej