Żywiołowy park

resize_resize_DSC_8854

Z tym wpisem – szczerze mówiąc – wolałabym się z Wami nie dzielić. Mieszkam w Radoniach już 12 lat i zawsze jakoś sobie radziłam z wyzwaniami i problemami, które stawiały przede mną dwór i park. Natomiast dwa dni temu po raz pierwszy byłam zupełnie bezradna i mogłam jedynie patrzeć, pełna trwogi i niemocy, jak na moich oczach dokonuje się destrukcja tego co trwało niezmiennie od ponad dwustu lat. Cezary Wodziński w „Przechadzkach po ogrodach” stwierdza: „Jeśli zawierzy...

Czytaj więcej

Made in Radonie: piwo, marmelada i ocet

Dawne majątki ziemskie, zwane również dobrami, a rzadziej folwarkami, były tak naprawdę rolno lub rolno-przemysłowymi przedsiębiorstwami o dużej powierzchni, z reguły powyżej 50 ha gruntów ornych. Majątki te były, bo i musiały być, samowystarczalne.  Nie było potrzeby kupowania żywności, może poza mąką czy kaszami. Bo tak jak opisuje to Janeczka, na stół pp. Chrzanowskich trafiało wszystko to co urosło w ogrodzie, oborze czy jednym z dwudziestu stawów hodowlanych...

Czytaj więcej

Prawie jak rodzina

Gdy czytam historie innych dworów dochodzę do wniosku, że dwór radoński pod jednym względem jest dość nietypowy.  Zazwyczaj majątki ziemskie przez całe generacje pozostawały w rękach jednej i tej samej rodziny i rzadko były wystawiane na sprzedaż.  Natomiast Radonie zmieniały właścicieli aż kilkanaście razy i (jeżeli dobrze policzyłam nazwiska w księdze wieczystej) my jesteśmy obecnie ich siedemnastymi właścicielami...

Czytaj więcej

Pastelowy Frydrysiak

Dwór w Radoniach, tak jak większość majątków ziemskich na zachód od Warszawy, po sierpniu 1944 roku dawał schronienie wielu uchodźcom uciekającym z płonącej stolicy. Tysiące bezdomnych warszawiaków szukały dachu nad głową i nie było dnia, by ktoś nie prosił o nocleg i posiłek. W samym dworze mieszkało wtedy i otrzymywało całodzienne wyżywienie około trzydziestu osób, przeważnie krewni i znajomi pp. Chrzanowskich. Dwa razy tyle osób było ulokowanych w tzw...

Czytaj więcej

Wirtualny spacer

Próbowałam ostatnio policzyć ile to spacerów po moich włościach wykonałam od kiedy po raz pierwszy, w 2000 roku, przekroczyłam bramę wjazdową parku w Radoniach.  I doliczyłam się około pięciu tysięcy.  Pamiętam, że pierwsze spacery, choć  trudno je nazwać spacerami (raczej były to mozolne przedzierania się poprzez gęste zarośla) potrafiły trwać ponad 40 minut, bo park był wtedy w równie katastrofalnym stanie co dwór. Dzisiaj idę już bez wysiłku i znacznie krócej i mam swoją ulubioną trasę...

Czytaj więcej

Radoński ostaniec

Kiedy po raz pierwszy byłam „przy nadziei”,  jak każda przyszła mama rozważałam różne imiona, w tym i dla dziewczynki, bo oczywiście nie wiedziałam wtedy, że w ciągu niecałych 5 lat urodzi mi się trójka synów.  I spośród wszystkich żeńskich imion moją największą słabość wzbudzała zawsze Dobrawa, a zdrobniale Dąbrówka lub Dobrachna.  W tym staropolskim imieniu było coś bardzo pozytywnego, bo był w nim wyraz i „dobra” i „dąb”...

Czytaj więcej

Przyziemne kulinaria: wiosenne „błotko” zamiast zupy

Gdy kilkanaście lat temu po raz pierwszy przechadzałam się po mocno wtedy zarośniętym i zaniedbałym parku, wielki ciężar siadł na moim ogrodniczym sercu widząc ogrom rosnących wszędzie chwastów.  Dominował podagrycznik, który latami bezskutecznie próbowałam wyplenić z mojego maleńkiego ogródka w Komorowie – oprócz perzu jest on chyba najtrudniejszy do wytrzebienia.

DSC_7568

Ponoć korzenie podagrycznika znajdowano w jaskiniach na głębokości nawet dziewięciu metrów, co daje pewne wyo...

Czytaj więcej

Grynszpan i pistacja: kolory przedwiośnia

Wczoraj na chwilę zaświeciło słońce i poszłam na spacer po parku w nadziei, że może zobaczę już jakieś oznaki wiosny, jakieś pierwsze żywsze kolory.  Niestety, poza czerwonawymi kępkami pierwszych liści sorbarii jarzębolistnej wszystko jeszcze było bure i nieciekawe.  Ale idąc dalej mój wzrok zaczęły przyciągać pewne plamy, i to mocno intensywne na tle tej wszechobecnej post-zimowej szarości...

Czytaj więcej

Tajanie na przednówku

Dopiero połowa lutego za nami, wkoło szaro-buro, błoto miesza się ze śniegiem, a za mną od kilku dni chodzą „Szmery wiosny” Sindinga, utwór, który grywałam na pianinie jako nastolatka.  Bo coś jakby drgnęło w nas i w przyrodzie...

Czytaj więcej

Cytatem o Świętach Bożego Narodzenia

Dla tych wszystkich osób, które nie miały możliwości przeczytać mojej książki „Dwór w Radoniach. Historia Janeczki”, postanowiłam zamknąć rok 2016 cytatem z rozdziału „Zima”, jednocześnie życząc sobie i Państwu, by taka atmosfera jak ją tutaj opisuje Janeczka, towarzyszyła nam wszystkim w czasie nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia.  Poniżej zamieszczam również kilkanaście moich zdjęć zrobionych w parku kilka lat temu, kiedy to jeszcze bywały białe zimy 🙂

„Okr...

Czytaj więcej