Piec piecowi nierówny

Za oknem od tygodnia świeci słońce, temperatura dobrze ponad 20 stopni, ja mam ręce w chwastach po kilka godzin dziennie i tak sobie myślę, że sezon grzewczy się chyba na dobre zakończył.  A jednak chciałabym się podzielić jedną marcową historią sprzed tego miłego wiosennego ciepełka. Gdy pisałam „Historię Janeczki” w niektórych fragmentach byłam zdana jedynie na własną wyobraźnię, bo przyznaję, że nie do wszystkich przedstawionych sytuacji posiadałam stosowne informacje...

Czytaj więcej

Zakochana dziedziczka

Wisi u mnie w hallu wyszperany na grodziskim targu staroci portret Kościuszki.  Nie powiesiłam go jednak z jakichś patriotycznych pobudek lecz z całkiem innego powodu.

DSC_0924

Historia, którą chcę opowiedzieć bierze początek w 2008 roku, kiedy to Hania Chrzanowska poprosiła mnie bym zamówiła w radońskim klasztorku s. Dominikanek mszę w intencji jej rodziców, Jana i Marii.  Dominikanki to zakon klauzurowy i rozmawia się przez niewielkie okienko, które na mój dzwonek otworzyła pucułowata mniszka...

Czytaj więcej

W czasie zimy kury się nudzą

Kury znudzone to kury nieszczęśliwe i różne głupoty przychodzą im do łebków.  Na przykład zaczynają się nawzajem dziobać – lub nawet same siebie –  co niestety szybko skutkuje utratą piór. A przecież chodzenie zimową porą z gołym kuprem czy odkrytą szyją z pewnością do przyjemności nie należy. I nie chodzi tutaj o okazyjne dziobnięcie po łebku, co po prostu oznacza ‚hej, pamiętaj o hierarchii w kurniku’, bo to jest na porządku dziennym, coś jakby szturchanina między rodzeństwem...

Czytaj więcej

Grudniowa promenada

Hortus ecce qualis hortus

Ubi gemma laeta crescit

Ubi non dolor patescit

Ubi cura non virescit

Mam taki zwyczaj, że w ostatni dzień starego roku robię obchód parku.  Idę sobie niespiesznie, psiaki ze mną, czasami w śniegu, czasami po zielonej wciąż trawie, w zależności od aury...

Czytaj więcej

Open House is closed

W minioną niedzielę, już trzeci raz z kolei, dwór radoński zamienił się w jeden wielki Open House, udostępniając swoje przestrzenne „komnaty” na potrzeby artystów, rzemieślników, lokalnych producentów oraz gości z bliska i z daleka.  Dwa dni wcześniej, w piątek, byłam zaproszona do grodziskiego radia Bogoria, gdzie z przemiłą p. redaktor Safoną Kozielec rozmawiałyśmy między innymi właśnie o narodzinach nowej świeckiej tradycji...

Czytaj więcej

Mamine i tacine geny

Wróciłam wczoraj z wernisażu, na którym wystawiałam swoje trzy obrazy olejne.  A dzisiaj zaczęłam się zastanawiać, skąd we mnie ta potrzeba malowania lub – ogólnie rzecz ujmując – tworzenia. Paul Johnson w swojej książce „Twórcy” snuje tezę, że skoro jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to z pewnością jest w nas iskra tego, czym Bóg jest przede wszystkim.  A na pierwszym miejscu jest on przecież Stwórcą...

Czytaj więcej

Przyziemne instynkty

grzyb w lesie

Od zawsze była we mnie potrzeba zbieractwa, ale takiego na łonie natury. Może to resztki jakiegoś atawizmu tkwią we mnie, że to co wyszperane z mchu, zerwane z krzaka, zgarnięte z drzewa wydawało się i dalej wydaje być takie cenne? Jak tylko sięgnę pamięcią to coś zbierałam.  Jako dziecko wstawałam wcześnie rano, by zdążyć przed koleżankami z sąsiedztwa i szłam szukać borowików w parku Spółki Brackiej w moich rodzinnych Goczałkowicach...

Czytaj więcej

Nokturn jesienny

Ostatnie dni lata i od razu słota. Leje i wieje.  Gdy poszłam zamknąć kury na noc, to aż mi się ich żal zrobiło. Jakieś takie kostropate, pióra pozlepiane od wilgoci, cała ich puszystość znikła bez śladu, jakby im połowa ciała ubyła.   Wyglądają jak własna karykatura naszkicowana naprędce ostrym ołówkiem.  Kogut na mój widok próbuje stroszyć pióra i otrząsać się z deszczu, ale widzę, że i jemu brakuje zwykłego animuszu...

Czytaj więcej

Patriotyczna zupa

Niedziela deszczowa, ponuro, a ja sobie pomyślałam, że już dawno żadnych kulinarii nie było, więc nawiedziłam z dużym koszem warzywnik.  Każdej wiosny, gdy idę tam z paczuszkami nasion powtarzam sobie: „Korzeniowska, w tym roku nie przesadź znowu z burakami, cukinią i sałatą”.  Głowa swoje, ręce swoje, nie mogę się nigdy powstrzymać i zamiast dwóch pestek cukinii wkładam do ziemi po kilka, buraków sieję cały zagon, a co do sałat i ich różnych odmian to lepiej nie będę się rozwodzić...

Czytaj więcej

Autokar pełen gości

W dniach 2 i 3 września odbył się III Zjazd Rodziny Chrzanowskich.  Jest to piękna inicjatywa i wieloletnia już tradycja, której bardzo tej Rodzinie zazdroszczę. Wszyscy spokrewnieni i skoligaceni z tą liczną Rodziną zjeżdżają się co dwa lata nie tylko z całej Polski, ale i z najdalszych zakątków świata, by przez te dwa dni pobyć razem ze sobą. Plan tych spotkań jest zawsze dokładnie przemyślany i przygotowany na wiele miesięcy wprzód, tak by każdy mógł znaleźć dla siebie coś interesującego...

Czytaj więcej