Kordoba, kordyban i kurdybanek czyli rapsody in blue

Andreas Feininger, amerykański fotograf i autor wielu książek poświęconych fotografii poczynił pewne oczywiste spostrzeżenie, a mianowicie, że co roku na wiosnę „miliony amatorów fotografii wychodzą z domu by powtarzać wciąż te same, nudne ujęcia. Zapytani, po co to robią zwykle nie potrafią wskazać powodu”.  Ja również zaliczam się do owej pokaźnej grupy amatorów fotografii i od kilkunastu już wiosen regularnie wychodzę do tego samego parku, nieodmiennie powtarzając ujęcia ty...

Czytaj więcej

Pisanki, kraszanki, drapanki

Na kilka dni przed świętami Wielkiej Nocy (czyli właśnie teraz), podgrzewam na blacie kuchni małą metalową puszkę z woskiem. Obok leży patyczek z umocowaną na końcu szpilką i kilka ugotowanych wcześniej jaj.  Będę robić pisanki, tak jak to robił przede mną mój Tato, a przed nim jego tato.  Pamiętam kiedy jako dziecko patrzyłam z podziwem, gdy swoją pewną ręką wyczarowywał – podobnym patyczkiem – zawiłe i cudownie symetryczne wzory na bieli owalnych jajek...

Czytaj więcej

Trzy lata w eterze

Kochani moi! Dokładnie trzy lata temu, 21 marca 2016 roku podjęłam decyzję o pisaniu niniejszego dworsko-parkowego bloga.  Przez te ponad tysiąc dni starałam się z Wami dzielić wszystkim tym co działo się w moim małym radońskim majątku.  Opisywałam wydarzenia, plenery, sesje zdjęciowe, warsztaty, kiermasze bożonarodzeniowe, nietypowe wizyty...

Czytaj więcej

Kotki na iwie

Jak co roku o tej porze, gdy spaceruję z psami po parku, mój spragniony kolorów wzrok wyłapuje każdy żywszy odcień i cieszy się nim.  Zielone mchy porastające pnie drzew, porosty w kolorze rozbielonego grynszpanu i jaskrawej pistacji, krzykliwie czerwone gałązki derenia białego.

Czytaj więcej

Kwadratura gwoździa czyli myśli niespójne

Minął styczeń, miesiąc na styku starego i nowego roku.  W języku angielskim to January, nazwa pochodząca od imienia rzymskiego boga Janusa, który zazwyczaj był przedstawiany z dwoma twarzami, jedną patrzącą w przeszłość, drugą w przyszłość.

Czyli można by powiedzieć, że jest pewien związek z naszą polską nazwą miesiąca „na styku”, choć nie tyle etymologiczny lecz raczej obrazowy...

Czytaj więcej

Rozmowy przy choince

Mądrość ponoć przychodzi z wiekiem.  I też ponoć człowiek może się codziennie czegoś nowego nauczyć.  W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia gościłam w Radoniach – jak co roku – całą moją rodzinę z Goczałkowic.  I jak za każdym razem gdy spotykam się z moją Matulą to po Jej wyjeździe jestem o jakąś drobną część Jej ogromnej wiedzy i mądrości bogatsza. Rozmawiałyśmy między innymi o moich wpisach blogowych i marudziłam, że w okresie zimowym niewiele mam tematów do rozwinięcia...

Czytaj więcej

Czwarta odsłona kiermaszu

W porównaniu z innymi dworami dwór radoński jest wielkim budynkiem.  Ale kiedy przychodzi zorganizować doroczny kiermasz bożonarodzeniowy okazuje się, że nawet i te wielgachne przestrzenie są za małe, by wszystkich chętnych pomieścić.  Mówię tutaj o wystawcach, którzy do ostatniej chwili dzwonili do mnie z pytaniem czy są jeszcze wolne miejsca...

Czytaj więcej

Wszystkie kolory tęczy

Fotografie to kęsy czasu, które można wziąć do rękiAngela Carter

Piękna wiosna i piękne ciepłe lato zapracowały na jedną z piękniejszych kolorystycznie jesieni.  Mieszkam w Radoniach już trzynasty rok i tak niesamowicie bogato wybarwionego babiego lata nie pamiętam.  Więc oczywiście od kilku tygodni codziennie cmykam z aparatem do parku i rejestruję zachodzące w nim zmiany. Najbardziej lubię poranki i późne popołudnia.  Dwa różne światła, inne cienie, inne efekty...

Czytaj więcej

Mania zbierania

Gdy w 1990 roku przeprowadziliśmy się do Komorowa i zaczęłam prace porządkowe w zarośniętym chwastami ogrodzie, co i rusz napotykałam się na niewielkie buteleczki.  Podobne znalazłam w kieszeniach strychowych prowadzących od lukarn.  Sprawdzając księgi wieczyste dowiedziałam się, że pierwszymi właścicielami tego drewnianego, wzorowanego na dworek domku z 1936 roku byli lekarze.

No i pewnie stąd te buteleczki...

Czytaj więcej

Rajskie frukta

Jak tylko sięgam pamięcią wstecz to od zawsze moim ulubionym owocem były jabłka.  Jako nastolatka uwielbiająca czytać siadałam w każdej wolnej chwili w bujanym fotelu stojącym przy oknie salonu mojego goczałkowickiego domu ze sporym zapasem jabłek i książką.  Chrupiąc jabłuszka czytałam, a na parapecie stopniowo powiększał się rząd ogryzków. W Goczałkowicach mieliśmy ćwierć hektarowy ogród zasadzony przez mojego dziadziusia Janusza Bernharda...

Czytaj więcej